Koło PZW Cieszynv
http://www.cieszyn.pzw.org.pl

Aktualności

Nasze wędkarskie wyprawy 2016 - coś na długie zimowe wieczory...

Aktualności | 2017-03-12 | Publikujący: Koło PZW Cieszyn

STRONA W OPRACOWANIU!!!

WSTĘP

Wpadły kiedyś jakieś Mądre Głowy na pomysł, żeby "urwać" kawałek Arktykilodowiec.jpg i przytachać ten urwany kawałek za pomocą holowników dla Arabów, którzy na nadmiar wody nie narzekają, a swojej ropy przecież nie wypiją. Mieli by pyszną, na dodatek świetnie schłodzoną, niczym nie zanieczyszczoną wodę, w zamierzchłej przeszłości powstałą. Może i jakieś ryby zamrożone w tej wodzie by znaleźli, co stanowiło by korzyść dodatkową, jako że na pustyniach ryb znaleźć niesposób; no może jedynie puszki po rybach, które jacyś Nomadowie porzucili.nomadowie.jpg

My oczywiście lodowca do Polski sprowadzać nie musimy, jako że świetną pleistoceńską lub oligoceńską wodę u siebie mamy, a którą tanio od różnych wytwórni wód gazowanych i niegazowanych odkupić sobie możemy. Fakt, że żadne latimerie latimeria.jpg  w nich nie pływają.

I chociaż zupy rybnej nie ugotujemy, sporo zaoszczędzimy na ropie do holowników holujących ów lodowiec, którą byśmy od Arabów kupić musieli.

W końcu nie wiadomo również, czy przez Cieśniny Duńskie górę taką dałby radę przepchać i czy pod ten most by wlazła - most_wielki_belt_dania_soeren_holberg_scanpix_denmark_afp_450.jpg

ile by się jej po drodze rozpuściło, ile by cła i akcyzy trzeba było zapłacić. I czy nie nasiąkła by zbytnio brudną wodą Bałtyku, Wisły i Odry.

My ryby na zupę rybną mamy, nie musimy je z lodowców wygrzebywać, wystarczy wziąść wędkę i na którąś z wód płynących lub niepłynących w naszej okolicy się udać. Ale...

TREŚĆ GŁÓWNA

Jak ta holowana wiele kilometrów  góra lodowa powoli topnieje ,tak topnieją szeregi Polskiego Związku Wedkarskiego największej ogniś organizacji w Kraju, liczącej w swoich najlepszych latach prawie że dwa miliony członków - wędkarzy.

Wg. aktualnych statystyk PZW zrzesza 630 tys. osób, gospodarując na 218 tys hektarów wód.

    Wsłuchując się w opowieści starszych wękarzy, w okresie najlepszego prosperity PZW ryb w naszych wodach było w bród, obecnie jakby pozostały jedynie w tych opowieściach. Może i są, ale złowić je jakoś niesnadno.

....

Jak wierzchołek góry lodowej stanowi jedynie mały procent całej góry, tak podobnie w naszej Organizacji, wędkarze łowiący metodą muchową czy spinningową stanowią mały procent z tych sześciuset trzydziestu tysięcy członków Polskiego Związku Wędkarskiego.

Podobnie w naszym Kole, muszkarze i spinningiści są tylko małą cząstką tej góry, a nie licząc muszkarzy i spinningistów łowiących "od święta", można by ich na palcach jednej ręki policzyć.

Muszkarzy aktywnych mamy bowiem trzech,wacek_tadek_marek.jpg 

aktywnych zaś spinningistów - czterech, pięciu, może sześciu, w tej liczbie są wszyscy trzej muszkarze.Spinningiści

Wiosenne wędkowanie rozpoczęliśmy od udziału naszej trójki w zawodach na Brennicy - zawodach otwierających sezon 2016  Beskidzkiej Ligi Muchowej.(Tadka CIEŚLARA, wobec jego niedyspozycji, zastąpił Arek MAKAŚ) Brennica w porównaniu z rokiem ubiegłym jakby mocno z ryb przerzedzona, trudno było o jakąś rybkę miarową.(nasza drużyna zajęła 9-te miejsce)

Brennica, na której siedemnaście lat temu zaczynała się moja muszkarska edukacja, pustoszeje.

Wtedy w 2000 r., nawet jako muszkarski żółtodziób, pod bacznym okiem swoich mistrzów - nauczycieli (na początku Jurka BARDONIA, później Edwina CHLEBIKAEdwin, przyjaciel, nauczyciel) nie miałem problemów z łowieniem pięknych, wspaniale ubarwionych, tłuściutkich pstrągów; takie były tylko tutaj.

Ale i jak w ciepłe, letnie wieczory zaczynała się rójka chruścika, to trzeba było oczy przymykać, setki tysięcy owadów krążyło nad wodą, a ta aż "gotowała się" od polujących na nie pstrągów.

Dzisiaj rójki nie ma, nie ma i pstrągów. No może są, ale w szczątkowej ilości. 

Zawodami na Skawie rozpoczęliśmy nasze zmagania o tytuł Spinningowego Mistrza Koła na 2016 r.

SkawaSkawa - rzeka piękna, której kręgosłup nie zdążyli jeszcze przetrącić melioranci, nie sypnęła rybami ze swojego rogu obfitości naszym spinningistom.

Wyniki jak na turę sześciogodzinną mierne, jeśli użyć łagodnego określenia. Katastrofalne, mówiąc dobitnie.

Jeden przypadkowo złowiony pstrąg tęczowy (skąd go licho przyniosło?), trzy ledwo miarowe kleniki, okonek walczący o swoje 18 cm.

Druga tura na Wiśle, Wisła jak zwykle niezawodna, ryb sporo, nie zawsze łatwe do złowienia, ale są.Wisła - Ochaby

Wisła poprawia humory, podnosi zwieszone na kwintę nosy.

Muchowe Mistrzostwa Koła też na Wiśle; i tu rzeka nie zawiodła, chociaż to na wyższym, teoretycznie mniej atrakcyjnym odcinku.

Zawody muchowe i spinningowe zostały opisane wcześniej, relacje można przeczytać w Zakładkach.

Parę jeszcze wiosennych wypraw nad nizinny odcinek Wisły (w rejonie Ochab, Drogomyśla) , czy to z wędką muchową, czy to ze spinningiem pozwala "połowić".

Sporo tu okonia, sporo niełatwego do złowienia klenia, trafiają się pstrągi - uciekinierzy z "muchowego" odcinka, na "paprochy" trafiają się ładne świnki, spore płocie. 

Należy tu się liczyć również z braniami szczupaka i ...sandacza.

Niestety, wraz z upływem czasu, rozstajemy się z polskimi łowiskami, rozchodzą się również nasze drogi z kolegami spinningistami, od których, jak wspomniałem wcześniej, zbyt wielu wiadomości o ich wyprawach nie otrzymujemy.

Olza w CieszynieJako członkowie M.O. Č.R.S. - Koła w Czeskim Cieszynie, przenosimy się na wody pstrągowe Republiki Czeskiej, gdzie 16 Kwietnia rozpoczyna się sezon pstrągowy. (lipienie wolno łowić od 16 Czerwca)

Oczywiście, pierwsze kroki kierujemy na najbliższą nam Olzę, łowisko odległe zaledwie 16 km. od Cieszyna. Musimy sprawdzić rybostan, jaki pozostawiliśmy na jesień ubiegłego roku.

I tu pierwsze rozczarowanie. Kormoran.Na ujściu potoku Głuchowa wita nas stadko kormoranów, nie wróżące nic dobrego.Kormoran

Wróżba się spełnia, po godzinie łowienia woda wieje pustką. Schodzę nieco niżej, mam tam parę swoich "bankówek".

Pierwsza, rynienka z prawej strony; tu zawsze były ryby, pusta. Druga, nieco poniżej, z lewej, powyżej której przeważnie suchy, jakiś potoczek bez nazwy. W rynience są ryby! Pierwsze solidne branie, ryba się "spina", ale są następne. Widzę sporo oczek na końcówce, chyba połowię.Olza - Głuchówka

Nagle coś budzi mój niepokój. Miłą woń rozbudzonej już wiosny powoli wypiera jakiś nieprzyjemny zapach, powyżej łowiska słychać podejrzany bulgot. Woda przybiera jakiś dziwny, mętny odcień, płyną jakieś "farfocle". Teraz już nie "zapach", a smród wypełnia okolicę, woda coraz bardziej mętna, prawie że brunatno biała niesie...poszatkowany papier i gnijące ekstrementa!!!

Tak, powyżej wyschniętego potoczku z ziemi wystaje ukryta betonowa rura, która teraz, niczym olbrzymia kloaka wypluwa z siebie to obrzydlistwo, zatruwając koryto rzeki na całej szerokości poniżej. Nie mam czym zrobić zdjęć, najbliższa Policja jest w Wędryni, parę kilometrów stąd.

Teraz rozumiem, skąd na otoczakach dna rzeki paromilimetrowy, śliski rudo-brązowy nalot. Widać, nie pierwszy raz rura rzyga tym świństwem.

Wściekły i zdegustowany przenoszę się powyżej, na wspomniany dość wąski dopływ Olzy - Głuchową, gdzie zwykle, idąc ostrożnie "pod prąd", łowiłem sporo naturalnych potoczaków. GłuchówkaNie były to ryby duże, ale za to w sporej ilości, piękne, zdrowe, wspaniale wybarwione. I tu też zawód. Owszem, jest jeden, jest drugi, dziesiąty, ale na tyle łowienia to ZERO!!.Były ich tu setki, trzeba było łowić tylko jedną nimfką, nie chcąc po każdym  rzucie rozplątywać zestawu z dubletami pstrągów.

Następna wycieczka - Ropiczanka, rzeczka wpływająca do naszej Olzy w Cieszynie, poniżej III-go Jazu.

Ropiczanka, podobnie jak Głuchówka nie są łatwymi rzeczkami do łowienia, wąskie, mocno zakrzaczone, miejscami płytkie, ale idąc ostrożnie "pod prąd", idzie sobie poradzić.

Łowimy z Tadkiem w miejscowości Rzeka. Potok, podobnie jak Głuchowa, obfitował w ogromną ilość potokowców, pstrągów z naturalnego wycieru.

Po trzech godzinach rezygnujemy, ręce opadają. Ja złowiłem jednego pstrążka, Tadek nie zanotował brania. Uffff

Opuszczamy w opisie Olzę i jej dopływy, będziemy tu wracać jeszcze niejednokrotnie w tym sezonie, przenosimy się na Lubinę.

Tu co roku, nasze trio (Marek, Tadek, ja) przynajmniej raz odwiedza tą rzekę. Nie imponuje Lubina wielkością, za to wychowała wielu znakomitych muszkarzy Republiki Czeskiej, łącznie z Mistrzami Czech w tej dyscyplinie.

Lubina 3pOdcinek w miejscowości  Příbor zajęty, łowi tu kilku spinningistów. Ryb widzimy z mostku wiele, przeważnie to klenie, niektóre rekordowych rozmiarów. Pomiędzy nimi "stoją" lipienie, gdzieniegdzie pstrągi.

Nie jest to odcinek, który by zbytnio "kręcił", z pod nóg spinningistów unoszą się niby chmury "kłęby" jakiegoś czarnego szlamu; widać, i tu czeskie oczyszczalnie pracują pełną parą w opróżnianiu swoich zbiorników.

Widać praktyka to częsta u naszych południowych sąsiadów, z podobną sytuacją spotykam się na Ostrawicy poniżej Frydku-Mistku; tu spotykam z kolei ogromną ilość ...podpasek, zalegającą setkami dno rzeki. Pomimo, że łowię tu ładne pstrągi, klenie i lipienie, wieczne odczepianie tego paskudztwa z haków (na szczęście bezzadziorowych), powoduje odruch wymiotny i zmusza do opuszczenia łowiska.*)

Ponadto ruch uliczny, gwar z przybrzeżnych piwiarni - nie, to zdecydowanie nie jest ulubione otoczenie muszkarza.

Łowimy powyżej i poniżej miasta, na granicach rewiru. Zgodnie z powiedzonkiem "Raz pod wozem, raz na wozie" - tu taczej pod wozem. Ryb łowimy niewiele, ale warto było, wycieczka piękna, podobnie jak ten wiosenny dzień, ciepły, słoneczny.

Hieronymus Carl Friedrich
von Münchhausen

Hieronymus Carl Friedrich von Münchhausen 

*) Prawdopodobnie opróżnia się zbiorniki w czasie przyborów wody, w nocy. Wypuszcza się nadmiar wody kanałami burzowymi. 

Spotkaliśmy się z tymi praktykami już parę lat temu na miejskim odcinku rzeki granicznej Olzy w czasie rozgrywania Spinningowych Mistrzostw Koła, kiedy to w czasie ciągłych opadów i rosnącego stanu wody, nagle nurtem zaczęły płynąć z czeskich kanałów burzowych ogromne ilości nieczystości, m.innymi wspomnianych podpasek, które wplątywały się w groty kotwiczek i haczyków budząc wstręt, uniemożliwiając dalsze łowienie.

Nasze oczyszczalnie w dorzeczu Wisły (Brenna, Jawornik) stosowały procedury podobne.